Warto czasem złamać prawo? - Często znajdujemy się w sytuacji moralnych wyborów i czynimy źle, choć niekoniecznie łamiemy prawo. Kiedy indziej z moralnego punktu widzenia nie robimy niczego złego, lecz prawo naruszamy – np. parkując w nieprawidłowym miejscu samochód. Jest wiele ustaw, z którymi jako obywatel nie zgadzam się, ale kładę uszy po sobie i nie łamię prawa, są jednak i takie, kiedy gotów jestem złamać prawo choćby po to, żeby zamanifestować swój bunt, swoją niezgodę na ograniczanie moich wolności. Trudno np. nie buntować się przeciwko niezwykle rygorystycznym przepisom w Polsce dotyczącym palenia marihuany. Ale w mojej książce nie tyle chodzi o łamanie prawa, co o przekraczanie zakazów, wkraczanie na tematy tabu, o konflikt moralny pomiędzy cnotą a występkiem. W Pana najnowszej książce „Złam prawo” nie widać żadnych pozytywnych uczuć. Wszystko jest ich pozbawione. Dlaczego? - Nie zgodzę się, jest fascynacja pięknem, jest i miłość, tyle że zawiedziona. Moim zdaniem także bunt jest uczuciem pozytywnym, skłania do działania, wydobywa z marazmu, czego wyrazem jest choćby punk, tak silnie obecny w moich książkach. Ale to prawda, chciałem też pokazać świat zły do szpiku kości, uosobiony tu w drugoplanowej postaci Szeryfa, zwyrodniałego i bezczelnie bezkarnego. Bo brak kary za zło także jest tematem tej powieści. Także dzieci nie są solą tej ziemi. W „Złam prawo” widzimy, że wyrosły z nich niezłe ziółka. Czy nie ma żadnej nadziei? - Bez przesady, pokazuję pewien wycinek społecznego życia, a są przecież także inne rodziny, inne podwórka, inne dzieci. Unikam moralizowania czy wskazywania dobrych bądź złych postaw w życiu, wychodząc z założenia, że każdy ma swój rozum i dokona właściwego dla siebie wyboru. Życie to sztuka wyboru, faktem jest, że nieraz w nim błądzimy. Ale także błądzić każdy ma prawo, a przynajmniej nie moja rola w tym, by kogokolwiek pouczać „bądź taki, nie bądź taki”. Wracając do pytania, przedstawiam zły brzydki świat, ale to nie znaczy że cały świat jest taki jak w moich powieściach. Na szczęście nie. Ile jest Pana autentycznego doświadczenia w „Złam prawo”? - Wcale nie mało, zwłaszcza w części pierwszej, opisującej młodego bohatera, uwiedzionego erotyką, zbuntowanego, zagubionego, w pewnym sensie odrzuconego, bo postawa outsidera ma przecież jakieś psychologiczne korzenie. Im dalej, tym więcej zmyślałem, z niekłamaną przyjemnością, bo część druga powieści jest momentami bardzo pikantna. Dlaczego opisane dekadenckie klimaty są ciekawsze w odbiorze niż poprawne historie o miłości? - Nie wiem czy są ciekawsze? Popatrzmy na listy bestsellerów, królują Grochola, Kalicińska, a więc bardzo sentymentalne ujęcia miłości, tak samo w przypadku telewizji, gdzie największą oglądalność mają telenowele. Telenowela realizuje najskrytsze marzenia o szczęściu, sukcesie, miłości. Ja w realizacje tych marzeń powątpiewam i lubię literaturę, która wątpi, moim ulubionym pisarzem jest Gunter Grass, mistrz stawiania pytań i unikania odpowiedzi. Cieszę się, że nie brakuje czytelników, którzy podzielają moje wybory estetyczne. Łatwo jest skakać z książki elektronicznej do pisania o świecie bez uczuć, bez przyszłości? - Jasne, że łatwo, to tylko kwestia wprawy (śmiech). Przez kilkanaście lat byłem dziennikarzem w codziennych gazetach, przez dekadę w „Rzeczpospolitej”. To niezła szkoła pisania, układanie słów w zdania okazuje się być czymś oczywistym, jak smarowanie chleba masłem. Zbudzony w środku nocy mogę usiąść do klawiatury i wystukiwać rzędy prawidłowo skonstruowanych zdań. Jedynym problemem jest czas, którego mi na wszystko nie wystarcza… No i ten moment decyzji, kiedy trzeba usiąść i zacząć zamieniać pomysły na gotową fabułę. Po przełamaniu pierwszej niechęci potem idzie gładko. Czy „Złam prawo” powtórzy sukcesy Pana poprzednich – równie dobrych książek? - Nie wiem, mam wiele obaw bo to jednak inna książka, z wątkiem kryminalnym. Nie czuję się tu zbyt mocno, mam świadomość, że np. przy umiejętnościach budowania nastroju przez Marka Krajewskiego moja książka to jakby wprawka licealisty do matury. Kiedy możemy spodziewać się kryminalnej historii w Pańskim wykonaniu?- Jak już powiedziałem, nie czuję się mocno w tym gatunku, może dlatego, że nigdy specjalnie nie lubiłem powieści kryminalnych – może poza kilkoma wyjątkami, w tym znakomitego Krajewskiego. Chciałbym napisać powieść zupełnie inną od dotychczasowych, myślę o książce o wilku-omega, takim który został wyrzucony ze stada i musi sobie poradzić. Książka o zwierzęciu to spore wyzwanie… no i nie będzie w niej ani seksu, ani alkoholu, ani punk rocka, czyli tego wszystkiego, co najbardziej lubią moi czytelnicy (śmiech). |