W "Notesie Wydawniczym" nr 12/1998 ukazał się kolejny głos w dyskusji na temat publikacji "Rynek książki w Polsce 1998" pt. "Replika na replikę". Autorką była Jolanta Walewska. Właściwie niemal przez cały 1998 rok toczyły się na łamach "Notesu Wydawniczego" polemiki z tezami Łukasza Gołebiewskiego, gdyż wcześniej cztery numery poświęcono dysusji nad jego raportem w "Rzeczpospolitej", a potem w pięciu numerach dyskutowano o książce.
We wrześniu ukazała się publikacja Łukasza Gołębiewskiego poświęcona problemom rynku książki w Polsce. W „Notesie Wydawniczym” nr 10 zamieściliśmy jej krytyczną recenzję autorstwa Witolda Adamca i Barbary Kołodziejczyk. W numerze 11, w artykule pt. „Bronię Łukasza Gołębiewskiego”, replikował Andrzej Nowakowski. Obecnie zamieszczamy odpowiedź Jolanty Walewskiej na zarzuty zawarte w artykule A. Nowakowskiego. Autorka polemizowała z Ł. Gołębiewskim na łamach naszego pisma (zob. nr 3, 4, 5, 6-7/98).
Śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej — długo publikę bawił tą piosnką Jerzy Stuhr. Niech to będzie motto... Słusznie! Andrzej Nowakowski w swojej obronie Łukasza Gołębiewskiego ma rację: szkoda lasu na pyskówkę i dlatego do kolejnej po prostu się nie przyłączę. Pozwolę sobie natomiast wyjaśnić, że: Po pierwsze, mój tekst pt. „Bałamutny raport” („Notes Wydawniczy” 3/98) dotyczył artykułu Łukasza Gołębiewskiego „Trudno mówić o kryzysie”, wydrukowanego w „Rzeczpospolitej” w lutym br. Po drugie, moja recenzja „Rynku książki w Polsce”, zamieszczona w „Megaronie” (9/98), dotyczyła publikacji zwartej, wydanej latem br., w której Autor — śmiem twierdzić, że powodowany m.in. moją z nim polemiką w „Notesie” — zweryfikował dane o wzroście przychodów ze sprzedaży w Polsce książek z 71% do 41% (Bagatela, tylko o 30%...) Dlatego też moja recenzja książki, w porównaniu z wcześniejszymi tekstami „Notesowymi” odnoszącymi się do artykułu, była spokojna, co obrońca Łukasza Gołębiewskiego słusznie zauważył. Szkoda, że nie zauważył przyczyny owej zmiany tonu. Po trzecie, tytuł zobowiązuje, a „Rynek książki w Polsce” to nie tylko „Złota Piętnastka” oficyn, ale firmy ze wszystkich ogniw łańcucha książki. Według CIoK mamy działających aktywnie ok. 2000 wydawnictw, 2974 księgarnie oraz 530 hurtowni. Mamy też ok. 28 tysięcy aktualnie dostępnych tytułów, a mówi się, że w zasadzie „chodzi po rynku” ok. 50 tysięcy, z tanią książką i skryptami włącznie. Po czwarte, przekonanie o tym, że umiem odróżnić branżowe realia od science fiction czerpię z moich dotychczasowych doli i niedoli. Jestem księgarzem z wyboru, zamiłowania i doświadczenia (prawie 25 lat pracy) oraz wykształcenia (Liceum Księgarskie, Bibliotekoznawstwo i Informacja Naukowa na Uniwersytecie Warszawskim), a dopiero potem wszystkim innym. Jednak zdarzyło mi się pracować w drukarni, Bibliotece Narodowej, hurtowni i w wydawnictwach, a od 1988 r. we własnej firmie. Wydaję adresowany do bywalców księgarń „Informator Wydawniczo-Księgarski Szewal”, zdarza mi się także czasem coś napisać tu i ówdzie. Nieskromnie powiem, że książka raczej tajemnic przede mną nie ma. Jednego dotąd jeszcze nie zrobiłam — nie napisałam własnej książki, bo zajęłam się czymś, co uważam za w moim przypadku ważniejsze — szkoleniem księgarzy. Polecam je także działom handlowym wydawnictw. Po piąte, o szkodliwości głoszonych publicznie poglądów, że w naszej branży trudno mówić o kryzysie, proszę porozmawiać np. ze wszystkimi oczekującymi na zmiłowanie dłużników... Cóż mają począć z czytającymi „Rzeczpospolitą” prominentami czy choćby właścicielami lokali, przekonanymi, że na rynku książki dzieje się tak dobrze, iż można podnosić w nieskończoność np. czynsze. A może jeszcze VAT-cik do kompletu?