Kolejny, czwarty już koncert TZN Xenny po reaktywacji, a kapela wciąż budzi emocje i przyciąga ludzi z całej Polski. Niewątpliwie warto. Do klubu Scena Pod Minogą przyszło na oko ze 200 osób, nie było takiego ścisku w pogo jak w Warszawie, ale było równie gorąco. Xenna znów zagrała potężny set – 25 kawałków, prawie wszystkie stare plus 4 nowe, dwa jeszcze nieograne, ale zapowiadają się ok., zwłaszcza ten o korporacjach („Korpo lament song”) mi się podobał, drugi – „Ścierwo” – też dobry, choć chyba Zygzak gubił tekst, który czytał z kartki. Te stare utwory też brzmią coraz lepiej. Zygzak, który w zeszłym roku w Strąkowej Górze wyszedł na scenę w szlafroku, udając steranego, schorowanego emeryta, to showman, polski Johnny Rotten, i to Rotten w dobrej formie. Te jego miny, gesty, widać, że się świetnie bawi, a do emerytury jeszcze mu daleko. Zresztą cały zespół świetnie się bawi, nie wyłączając napierdalającego w gary Dyni, który ma kondycję olimpijczyka i uśmiech od ucha do ucha. Zagrali chyba z 10 bisów, widać było, że im dobrze na scenie, a Poznań przyjął ich owacjami i nie chciał wypuścić. Przyjemnie oglądać takie koncerty, zero chałtury, zero rutyny, znudzenia – maksimum spontanu i radości. Następne koncerty TZN Xenna w lutym w Krakowie i Wrocławiu, jadę bo warto. |