Dwa piętra berlińskiego Muzeum Fotografii dedykowane są zmarłemu tragicznie w 2004 roku (zginął w wypadku samochodowym w Los Angeles) Helmutowi Newtonowi, najwybitniejszemu berlińskiemu fotografowi, jednemu z najwybitniejszych fotografów XX wieku, którego prace znane są z pierwszych stron najbardziej poczytnych ilustrowanych magazynów a także z licznych – często bardzo drogich – albumów, w których specjalizuje się wydawnictwo Taschen. Fotograf obsesyjnie zafascynowany kobiecością, przedstawiający różne oblicza seksualności – uwodzenie, ekshibicjonizm, pożądanie, przemoc, perwersję, wyuzdanie, nieśmiałość, trudno jednak nie odnieść wrażenia, że brakuje miłości – zarówno pomiędzy mężczyzną i kobietą, jak i macierzyńskiej, przez co ten obraz kobiety jest mimo wszystko okrojony. Nie mniej fascynujący. Czasem jest to klasyczne piękno w pozach przypominających rzymskie posągi, częściej jednak sado-masochistyczne. Bogate zbiory przedstawiają zdjęcia robione polaroidem. Filmy pokazują Newtona przy pracy – skrupulatnego i niezbyt sympatycznego. Jego plan zdjęciowy często bardziej przypominał pracę nad scenami filmowymi niż zacisze atelier. Był tyleż fotografem, co reżyserem, nie tylko uwieczniał, ale kreował sceny, zamrażał wymyślone wcześniej fabuły. Właśnie plan, scenografia, rekwizyty często decydowały o sile wyrazu fotografii, choć trzy wielkie portrety nagich kobiet na klatce schodowej muzeum pozbawione jakichkolwiek dodatków również robią wrażenie. Dla Newtona swego rodzaju rekwizytem były jednak włosy łonowe, na czarno-białych fotografiach stanowiące często jedyny element kontrastowy (czasami także włosy pod pachami modelek). Jest w tych zdjęciach bardzo dużo erotyzmu, nawet wówczas gdy są zupełnie statyczne. Newton fotografował też wiele gwiazd – filmu, mody, muzyki, ale te zdjęcia nie są tak ciekawe, nie ma w nich perwersji tak wyraźnej w pracach z udziałem modelek.
przez kontrowersyjne przedstawianie kobiet widzę obawy, nie rozumienie kobiet, strach przed odczuwaniem, dlatego instrumentalna wizualizacja, czysty seks. jego zdjęcia nie wyrażają emocji, są jak obrazy klatki – zamknięte w katalogu zdarzeń bez odczuwania... jednak wyreżyserowanie perfekcyjne, każde zdjęcie skończone doskonałością kreacyjną. mimo braku delikatności uczuć, braku ulotnej pajęczyny, misternie zaplecionej wokół zdjęcia, opowieści, bo tak odbieram zdjęcie jako pewną opowieść... ale genialny fotograf – czysto pokazujący mroczną naturę człowieka, zmysłowość doskonałą, może dlatego bez ulotności ;) oprócz jednego ciemnego kontrapunktu, o którym wspominasz, w jego fotografiach ważną rolę grają cienie pod oczami, jakby to one wyrażały całą seksualność :)
Nie napisałem tego, ale oglądając nie tylko fotografie, ale też filmy z jego planów zdjęciowych dochodzę do wniosku, że pomimo fascynacji kobiecym ciałem, Helmut Newton tak naprawdę nienawidził kobiet. Dlatego na jego fotografiach zawsze zwraca uwagę jakiś defekt, albo rekwizyt, albo element S-M.
rekwizyt ma przykuć uwagę, a może odwrócić od rzeczy istotnej, a może zabieg socjotechniczny, a może artystyczny :) nie uważam żeby nienawidził, może się ich bał i słusznie ;) ale potrafił kochać chyba, bo przy żonie rozkwitł, była jego partnerką, opiekunką, managerem, przyjacielem, kochanką, towarzyszką życia po prostu. defekty są przykuwające, ideały nudzą. idealne kobiece ciało, jeśli jest tylko idealne będzie zapomniane i pobawi przez moment, ale z domieszką „niezrozumiałego”... :)
Być może masz rację, ja mam pewnie zbyt idealistyczny obraz kobiecego piękna "niepokalanego", w białej sukience z koronką i z warkoczem - może nie tyle w życiu, ale w sztuce.