Amsterdam można zwiedzać z wody pływając licznymi kanałami, które okalają i przecinają cała starówkę, domy schodzą wprost do wody, jak w Wenecji, zresztą wiele osób mieszka w barkach na kanałach, niektórzy mają nawet niewielkie ogródki na barce, przy każdej kamienicy stoją zacumowane łodzie, motorówki, czasami jachty, lepsze hotele oferują też własny transport kanałami do dworca kolejowego. Są trzy linie canal bus, stateczek zatrzymuje się przy atrakcyjnych turystycznie miejscach (20 euro bilet na cały dzień), są rozmaite stateczki, barki, a nawet wodne motory dla zwiedzających, są nocne imprezy na barkach i pływające restauracje. Wykupując Amsterdam Card (warto bo daje też darmowy transport komunikacją miejską oraz wstęp bez biletów do wielu muzeów, niestety karta kosztuje sporo – na 3 dni 60 euro, ale zwraca się po odwiedzeniu czterech muzeów bo bilety drogie nieprzyzwoicie) można bez dodatkowych opłat popłynąć na godzinny rejs po kanałach z portu przy dworcu kolejowym. Płynie się wąskimi kanałami, pod mostami i mostkami. Woda jest bardzo czysta, kilka razy w tygodniu spuszczana i napełniana poprzez system śluz, pływają po niej łabędzie, kaczki, skrzeczą mewy. Panuje tu spory ruch, tak że barki trąbią na siebie. Z wody miasto jest jeszcze piękniejsze, widać w pełnej okazałości majestat XVII-wiecznych bogatych kamienic, z których większość nachyla się ku kanałom, z ich fasad na poddaszach sterczą belki zwieńczone hakami, domy mają wielkie okna – niegdyś bezpośrednio z wody wciągano nie tylko zakupy, ale i meble bo klatki schodowe są nadzwyczaj ciasne, a schody na piętra niepokojąco strome. Zdumiewa zróżnicowanie domów na barkach, niektóre to prawdziwe rudery, wyglądają jak śmietniska, obok zaś przycumowane są bardzo eleganckie barki, na jednych i drugich żyją ludzie, nie koniecznie biedacy – najczęściej ekscentrycy. |