Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. Mrówa-punkówa
2. Złam prawo - fragment części II
3. Xenna na ekranie
4. Xenna - alternatywne zakończenie
5. Chaos i świńska skóra
6. Od Absyntu do Zarazy
7. Disorder i ja
8. Spotkanie autorskie we Wrocławiu
9. Bomba w windzie - nowe propozycje okładek
10. Sylwia
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Gazeta Literacka
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Urządzenia biurowe
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Wydawnictwo Primavera
Wydawnictwo Jirafa Roja
 
Dziennik pisany później Piątek, 30 Grudnia, 2011
Disorder
 

Wszystkie książki Andrzeja Stasiuka opisujące południe Europy, poczynając od „Jadąc do Badabag” przez „Taxim” po „Dziennik pisany później”, stanowią jakby jedną rozwleczoną opowieść. Ta sama monotonna narracje, te same doświadczenia, obserwacje, czasami czytelnik gubi się, czy wspomniana scenka dotyczy tej historii, czy którejś z wcześniejszych, czy ta chałupa już nie stanowiła scenografii, czy te świnie już wcześniej nie przebiegały drogi w tym samym, a może podobnym miejscu itd. Czy to wada? Sprawa oczekiwań czytelnika, wszystkie te książki są bardzo plastyczne, zachwycają spostrzeganiem detali i umiejętnością snucia gawędy. Wnioski to sprawa indywidualna, Stasiuka, jeden się pod nimi podpisze, inny będzie kręcił nosem, natomiast odwagi pisarzowi odmówić nie można. W jakimś sensie „Dziennik pisany później”, który rozpoczyna się na bezdrożach Albanii, gdzieś nad Jeziorem Komani, a kończy w Licheniu, Płocku, Poznaniu i innych polskich miastach, jest najbardziej śmiałym manifestem Stasiuka. Manifestem buntu, odmienności czy też obcości. Pisarz nigdzie nie znajduje swojego miejsca, owszem bliższa jego sercu jest Macedonia niż bogata Holandia, ale wszędzie jest gościem. A Polska go złości, złości go klerykalizm, przywiązanie do symboli, wszechobecny kicz, który – o ironio – niejednokrotnie zachwycał go gdzie indziej („Taxim” to na dobrą sprawę pochwała kiczu). Mi bunt Stasiuka jest bliski i w „Dzienniku pisanym później” najbardziej podobały mi się ostatnie partie poświęcone Polsce, która według pisarza nie jest wcale lepsza ani gorsza od Serbii czy Rumunii, nie lepsza ale bardziej boli, bo to jednak ojczyzna. Jednocześnie trochę mi żal, że Stasiuk w ostatnich latach wciąż pisze tą samą książkę, bo przecież jest on autorem tak różnych literacko kreacji jak „Biały kruk” (moim zdaniem najlepsza jego książka) czy „Mury Hebronu”. Chciałoby się by wrócił już z podróży, zawiesił na kołku plecak i przynajmniej jakiś czas znów spędził w Bieszczadach.

Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Brak komentarzy. Twój może być pierwszy!
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Wpisz liczbowo cyfrę siedem
Dodaj
alkohole antologie Bandyci Rodriguez Bomba w windzie Crass cytaty Disorder i ja film futbol Jarocin Jirafa Roja koncerty konkurs Krzyk kwezala kultura cyfrowa literatura Meksyk Melanże z Żyletką nauka Neurokultura No Future Book obserwacje opowiadania podróże pożegnania postawy punk recenzje rynek książki Spotkania autorskie statystyki Szerokopasmowa kultura We śnie wiersze Włochaty wywiady Xenna YouTube Złam prawo
 
Landsberg Hardcore Crew
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
  © 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.
Serwis optymalizowany do 800x600+ | IE/Mozilla FF | kodowanie iso-8859-2