Skorumpowany, biedny, cierpiący, krwawiący Meksyk. Ponurą historię na kartach nowej powieści Carlosa Fuentesa snuje ucięta głowa, a są to tego typu opowieści: „Chłopaka z blizną na plecach porwano, żeby wyjąć mu nerkę, a następnie sprzedać ją Amerykanom, dobrze płacącym za organy. Ciesz się, że jedna wystarczyła, matołku. Postanowił więc odszukać tych, którzy go uprowadzili, uśpili i zoperowali. Ponieważ jednak mu się nie udało, przeprawił się przez granicę i zaczął jeździć od jednego amerykańskiego szpitala do drugiego, by efektowną laską z Apizaco rozbijać naczynia, w których przechowywano przeznaczone na przeszczep nerki. Zostawiał za sobą potłuczone szkło, rozlane płyny. Nerki zabierał, gotował i zjadał zawinięte w tortillę – wielkie taco z amerykańskim mięsem, pożerane przez mściwego Meksykanina”. Nie jest to przyjemna i relaksująca lektura. A Carlos Fuentes, najwybitniejszy żyjący meksykański pisarz, wciąż czeka na literackiego Nobla. Mam nadzieję, że doczeka. |