Od kilku dni działa pod adresem www.Ebooki-pobierz.pl strona oferująca - jak się reklamuje „bezpłatne e-booki”, w tym m.in. pełną ofertę Jirafa Roja (bez uzgodnienia z wydawcą). Nie dajcie się jednak nabrać, właściciel strony nic nie oferuje za dramo - aby się zalogować należy zapłacić 23,18 zł... a po zalogowaniu okazuje się, że nic nie można pobrać. To lipa, wyłudzanie pieniędzy i to pod płaszczykiem walki z piractwem. Serwisem powinien zająć się prokurator. W każdym bądź razie nie logujcie się tam i nie liczcie na bezpłatne e-booki. Sprawę zbadał Paweł Waszczyk, redaktor naczelny „Biblioteki Analiz” - fragment jego tekstu poniżej.
Paweł Waszczyk w najnowszym numerze „Biblioteki Analiz” pisze m.in.:
Na Ebooki-pobierz.pl promowana była idea szybkiego dostępu do e-booków, jednak ich pozyskanie nie było już tak łatwe. Pierwszy krok to oczywiście rejestracja jako klient serwisu, rzecz jasna po zaakceptowaniu „Regulaminu”. Założenie konta wiązało się jednak z dokonaniem opłaty, a jakże smsem, jednak tylko uważni czytelnicy wspomnianego „Regulaminu” poznali jego rzeczywistą cenę w wysokości 19 zł netto czyli 23,18 zł brutto. Mimo tych wszystkich zabiegów pobranie jakiegokolwiek pliku było niemożliwe. Charakterystyczna i zaskakująca była także niespójność danych o samych plikach. W prezentacji każdego e-booka powtarzały się te same elementy, jak rozmiar pliku i ilość pobrań, najczęściej jednak zdarzało się, że po wejściu na podstronę dedykowaną konkretnemu tytułowi podane występujące na niej wskaźniki były kompletnie różne od prezentowanych wcześniej. Mówiąc wprost, pliki były znacznie cięższe, a liczba pobrań często wielokrotnie wyższa. Po analizie zaprezentowanych zasobów wydawałoby się, że działalność serwisu Ebooki-pobierz.pl to kolejny przejaw piractwa internetowego na ogromną skalę. Ale prawda okazuje się być znacznie bardziej skomplikowana. Serwis należy do firmy Business Concept sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (al. Wilanowska 7A/32), zarejestrowana w kwietniu tego roku. Najbardziej niezwykłe jest to, co o idei serwisu wydawcy usłyszeli od jego właścicieli. Otóż według ich teorii jest to serwis antypiracki, który służy do „oszukiwania oszustów”, ponieważ klient który chce złamać prawo ściągając zupełnie za darmo oferowane e-booki, po zarejestrowaniu się nie otrzymuje oczekiwanych książek. Trzeba przyznać, że to dość zaskakująca taktyka. I na dodatek również wątpliwa moralnie, ponieważ jak już wspomniałem, pełna rejestracja i aktywacja konta jest możliwa dopiero po uiszczeniu niemałej przecież opłaty. Zatem właściciele serwisu stawiają się w roli sędziego i zaocznie każą potencjalnych wirtualnych złodziei. Pytanie tylko, czy takim rodzajem działalności biznesowej nie powinny zainteresować się odpowiednie organy ścigania. Właściciele serwisu nie podzielali takiej opinii. Nie zgadzali się, że wprowadzając w błąd użytkowników za pomocą hasła „darmowe e-booki” i pobierając za to opłatę działają wbrew prawu. Jednak pewnego rodzaju ofensywa komunikacyjna wydawców, z którą spotkali się w ostatnich dniach skłoniła ich do znacznych zmian w serwisie. Hasło „największy serwis darmowych e-booków” zastąpiono określeniem „internetowy informator książkowy”, a na podstronach konkretnych tytułów obok komendy „Pobierz plik” pojawił się komunikat: „Aby kupić tę książkę, skorzystaj z internetowych bądź stacjonarnych księgarni”, przy czym ostatnie słowo stanowiło aktywny link do listy wyników dla danego tytułu w wyszukiwarce Google. Analogicznie w całym serwisie komendy „pobierz” zmieniono na „czytaj”. I tak w kilka dni Ebooki-Pobierz.pl z wydawałoby się jednego z największych serwisów z pirackimi e-bookami przeistoczył się w witrynę prezentującą tysiące tytułów– tyle, że bez porozumienia z jakimkolwiek wydawcą. Otwartym pozostaje także pytanie o zwrot pieniędzy wyłudzonych w formie opłat za rzekomą aktywację konta dostępu do „bezpłatnych e-booków”.
Sprawę opisuję na własnym przykładzie - http://muzeumliteratury.pl/luka-prawna-na-pograniczu-e-bookow-i-prawa-autorskiego-co-na-to-prawnicy/
Pytanie prawnicze - czy sugerowanie linkiem dostępności dzieła - jeśli wymaga płatności - nie jest sprzedawaniem dzieła przez osoby nie mające do tego praw?
Czwartek, 14 Października, 2010
Disorder Co na to prawnicy?
Dodam, że właściciele serwisu podawali informację, że ebooki u nich dostępne są darmowe, a więc wprowadzali konsumenta w błąd, który chcąc uzyskać "abonament" na pobieranie tych DARMOWYCH ebooków wysyłał drogiego smsa, a usługa zwrotna nie była realizowana.
Nie dość, że oszukiwano ludzi, którzy chcieli z legalnie pobrać przedstawione jako darmowe ebooki, wnosząc smsem opłatę (skądinąd świetnie ukrytą na stronie), to aby zwiększyć swoje szanse na zarobek, pokazywano ebooki znanych wydawnictw jak np. Helion czy Złote Myśli, żeby zwabić jeszcze większą ilość zainteresowanych tym LEGALNYM pobieraniem!
Wydawnictwa uspokajano, że pod linkami nic nie ma, a właściciel serwisu "oszukuje oszustów". Gratuluję pomysłu na biznes, ale powinien się skończyć w sądzie.