Łatwość wyszukiwania informacji, niwątpliwie wygodna, nieco mnie przeraża. Niczego nie musimy już zapamiętywać, wszystko możemy znaleźć w internecie, który staje się podstawowym zasobem wiedzy (nie licząc bibliotecznych repozytoriów). Nie trzeba czytać by sypać cytatami, kontekstami, z lekkością wymieniać tytuły dzieł, których się nie czytało i szafować nazwiskami autorów, których się nie potrafi wymówić. Łatwość wyszukiwania informacji sprawia, że stajemy się pozornymi erudytami, bo kto ma trochę oleju w głowie, ten bez trudu będzie poruszał się po zasobach historii, kultury, sztuki, nawet techniki - korzystając jednakże nie z własnej wiedzy, a z przetworzonych omówień, internetowych recenzji, z wyrwanych z kontekstu wiki-cytatów itp. Tyleż fascynująca jest przygoda z hiperświatem zasobów kultury, co niebezpieczna. Bo co się stanie z naszą pamięcią? Obawiam się, że ta z radością uda się na wakacje - skoro nie trzeba zapamiętywać, bo łatwo znaleźć, to mózg szybko się rozleniwi. Pamięć zastąpią karty pamięci, internet, cyfrowe aparaty, kamery, dyktafony, cyfrowe notesy, Google, Picassa, Flickr, YouTube bedą naszymi repozytoriami w niedalekiej przyszłości. I kiedy ktoś odetnie prąd, pozostaniemy przerażająco bezradni intelektualnie, odarci z naszej cyfrowej erudycji. A najgorsze jest to, że nie ma już od tego odwrotu, bo skoro można szybciej i łatwiej, to przeciez nikt z dobrodziejstw wyszukiwania nie zrezygnuje... |